WYTŁUMACZENIE UPOWAŻNIENIA I PROŚBY
Budowa własnego podobrazia (tak, aby i ono „pracowało”) ściśle wiąże się wg mnie z potrzebą wydobycia z niego żywości. „Żywość” to dla mnie wrażenie komunikujące, że to, z czym wchodzę w interakcje jest: autentyczne, indywidualne, ekspresyjne i dynamiczne. Całą moją pracę podporządkowuję pod wydobycie jej.
Papier, który jest składową większości moich prac, daje mi – w porównaniu z innymi materiałami – możliwość pełniejszego wyrazu. Pociągnięcia paznokciem, kredką, pędzlem czy pastelą są przez niego podkreślane, a nie ukrywane.
Za najważniejszą rzecz w podobraziu uważam zachowanie właściwości papieru, przypominającego gazety czy klejone na murach plakaty. Ze względu na mój stosunek do roli, jaką otoczenie prac odgrywa w kwestii żywości, uznaję podatność podobrazia na zmiany w otoczeniu za coś pożądanego – inaczej, niż zwykło się myśleć o roli podłoża malarskiego.
W procesie wypracowywania swojej techniki inspirowałem się między innymi zwyczajem wyklejania murów plakatami obwieszczającymi koncerty, wystawy lub inne wydarzenia. Wyobraziłem sobie ten proces: kartka na kartce, niechlujnie wysmarowane klajstrem, które razem wtapiają się w mur. Wraz z deszczem powoli z niego spływają, a w słoneczne dni kruszą się. W końcu zostawiają po sobie na murze mały skrawek. Zależało mi, aby podłoże zmieniało się z upływem czasu, by pracowało i podlegało wpływowi otoczenia. Zależało mi również na tym, by było ono bardziej organiczne, aniżeli syntetyczne. Samo w sobie ma mieć pewnego rodzaju żywość.
Wiedząc, że sam materiał, na którym znajduje się mój twór, przejawia cechy żywości, łatwiej mi w nim ją dostrzec. Przygotowane tak podobrazie jest znacznie bardziej podatne na czynniki pochodzące z otoczenia niż inne, z których mógłbym korzystać.
Co więcej, uważam, że „psucie się” pracy świadczy o jej żywości. Kolejne zgięcie, dziurka czy rysa stają się znakiem wskazującym na historię. Praca przestaje być martwym, zaprojektowanym obiektem, staje się tworem z historią i doświadczeniami. Dlaczego nie miałaby mieć także osobowości? Dlaczego ja mam decydować, czy ktoś jej dotknie czy nie? Ja pozwalam na to, w taki sam sposób, jakbym pozwolił obcym osobom dotykać innych osób. Każda praca reprezentuje indywidualny twór. To ich trzeba zapytać, czy mogą być dotykane.
Nie mogę zabronić czemuś żywemu się zmienić. Dlaczego miałbym oczekiwać, że po tak dużym wydarzeniu, jakim jest miesiąc bycia obserwowanym (wystawa), miałyby one wrócić „takie same”. Doświadczenia kształtują, nie psują. „Zgięcie” czy „dziurka” stają się znakiem rozwoju, przez co twory są ciągle w procesie stawania się – to mnie bardzo cieszy.